Pierwsza edycja festiwalu Hevelka

29/06/2015, kategorie: Wydarzenia, tagi: festiwal

W zeszły piątek i sobotę (26-27 czerwca 2015) miał miejsce festiwal Hevelka w Gdańsku. Wybrałem się co prawda tylko w sobotę (bo przecież ile można chlać?), ale i tak zdążyłem zobaczyć co nieco. A działo się, oj działo!

logo

Wejściówka kosztowała 5 złotych. Do kasy kolejki nie stwierdziłem, ale na sali już było mnóstwo fanów piwa, w większości wygodnie usadowionych przy stolikach w środkowej części obiektu. Stoiska browarów i importerów rozmieszczono wokół tego centralnego ogródka piwnego.

Wyrobiłem się akurat na prezentację Aleksandra Masłowskiego na temat historii browarnictwa w Gdańsku. Po wykładzie zapowiedziane zostały kolejne atrakcje, a ja udałem się na oględziny stoisk. Zainteresowało mnie piwo Saxy Berry z Doctora Brew, którego zawsze bałem się kupić w butelce przez obrzydliwy osad, a z kranu chętnie bym popróbował. Na początek jednak wolałem lżejsze napitki, a pod koniec dnia po Saxy Berry nie został nawet ślad. Udało mi się jednak skosztować kilku ciekawych piw, których albo nie widziałem w sklepach, albo nie brałem z różnych innych powodów, jak chociażby Kwas Alfa z Pinty. Trafiły się też piwa ze Stanów Zjednoczonych, czy Finlandii, te ostatnie zaś mogą niedługo trafić do sklepów za sprawą Beer Enthusiast. Oby, bo po spróbowaniu dwóch ich porterów (jednego w stylu angielskim i jednego bałtyckiego) muszę powiedzieć, że są całkiem ciekawe.

Z atrakcji można również było popatrzeć, jak się warzy piwo. W piątek podobno był pokaz warzenia z ekstraktów (i szkoda, że nie widziałem go, bo właśnie od warzenia z ekstraktów sam zamierzam zacząć), ja zaś przyglądałem się, jak Gdyńska Inicjatywa Piwowarów pokazywała w sobotę warzenie z zacieraniem. Przy okazji można było sobie obejrzeć i powąchać próbki chmielu oraz różnych rodzajów słodu.

Za stoiskiem GIP można było z kolei wziąć udział w degustacji piwa z profesjonalnym sommelierem. Nie wiem, na ile pan Aleksandr był sommelierem, a na ile handlowcem, ale bezpośrednie porównanie Primavery z Brodacza (bo akurat na taką degustację trafiłem) faktycznie pokazało wyższość IPA glass nad plastikowym shakerem. Na szczęście ja już odpowiednie szkło mam.

Skoro jednak mowa o szkle, w czasie festiwalu można było zaopatrzyć się w szklanki festiwalowe, część z Krosna, a reklamowane wcześniej szkła do piw pszenicznych właśnie ze Spiegelau. Co ciekawe, po sali porozmieszczano maszyny do czyszczenia szklanek, więc w świeżo nabytym szkle można było spokojnie popijać kupowane na bieżąco piwa.

Wracając do atrakcji jednak, przez spory kawał czasu odwiedzającym towarzyszyła muzyka na żywo (saksofonista całkiem sporo się namęczył grając same szlagiery przez ładny kawał czasu), a do zwiedzania udostępniono niewielką wystawę opisującą historyczne browary i szczegóły dotyczące uprawy chmielu. Czas umilił też pokaz mody historycznej ze szczegółowym omówieniem, jakie stroje kto nosił i do czego poszczególne części garderoby się w zasadzie nadawały, co nie zawsze było oczywiste.

Jednym z wyczekiwanych momentów był oczywiście występ Tomka Kopyry, który opowiadał, co o piwie wiedzieć należy, by nie wyjść na głupka. Przyznam, że nie przykładałem większej wagi do prezentacji, bo była przeznaczona raczej dla ludzi dopiero poznających światek piwa, a i on sam mówił, że w większości pogadanka będzie o tym samym, co i filmik na YouTube. Na koniec Bartosz Nowak przedstawił zwycięzców konkursu piw domowych. Tego ostatniego (Bartosza Nowaka, nie zwycięzcę konkursu) zaczepiłem zresztą po wszystkim, żeby przybić piątkę i pożalić się, że zabrakło na Hevelce tego, na co czekałem, czyli kursu sensorycznego. Niestety, zainteresowanie kursem było za małe i nie opłacało się go organizować, ale Tomek Brzostowski (właściciel browaru Brodacz) odesłał zainteresowanych do kursów Piwoznawców, a Bartosz Nowak potwierdził mi, że kursy są niezłe i warto się na taki wybrać.

Do domu przyniosłem ze sobą parę suwenirów. Jednym z nich było oczywiście szkło festiwalowe, innym masa etykietek do kolekcji. Udało mi się też kupić butelkę Hadesa, czyli RISa z browaru Olimp. Przeleżakuję go zanim zdejmę kapsel, bo to świeża warka i jak próbowałem, to wydało mi się zbyt słodkie. Po paru miesiącach powinno być w sam raz. A tymczasem czekam na kolejną edycję Hevelki.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: