Szklanka do piw rzemieślniczych z Krosna

1/06/2015, kategorie: Akcesoria, tagi: szkło

O szklance do piw rzemieślniczych z Krosna dowiedziałem się z Piwnych Newsów Tomasza Kopyry. Szybko zlustrowałem sklep i od razu wiedziałem, że muszę takie szkło mieć. Ładne, na pierwszy rzut oka funkcjonalne, a do tego tanie (21 złotych za komplet czterech sztuk) - czego chcieć więcej? Wysyłka nastąpiła niemal natychmiast po opłaceniu zamówienia: po dwóch godzinach już miałem list przewozowy. Następnego dnia roboczego (po drodze wkradł się weekend) zestaw szklanek miałem w rękach.

szklanka-obok-pudelka

Szklanki przypominają swoją formą IPA glass ze Spiegelau, czy posiadny juz przeze mnie Craft Master One z Rastalu, a więc mamy czaszę ze zwężającym się wylotem i grubą nóżkę, do której również nalewamy piwo. Ryflowanie nóżki ma jakoby ułatwiać chwyt, ale to akurat pic na wodę. Wygląda natomiast bardzo ładnie i, co dla mnie jest ważne, świetnie leży w dłoni. Craft Master One niby też jest niebrzydki, ale jego niezbyt grube szkło sprawia, że zawsze mam wrażenie, że jeden nieostrożny ruch może się skończyć pobiciem szklanki. Stało się tak zresztą z Teku, więc chyba coś w tym jest. Szkiełko z Krosna natomiast, dzięki ryflowaniu, ma na stopce znacznie grubsze szkło, sprawiając znacznie solidniejsze wrażenie. Szklanka jest też cięższa, więc chyba faktycznie szkła w niej trochę więcej.

Wylot szklanki, jak już napisałem, zwęża się, ale na samym szczycie znajdziemy ponownie małe rozszerzenie, które powinno fajnie utrzymywać wysoką piankę. Pod warunkiem oczywiście, że ktoś nalewa do pełna, co przy pojemności 0,4 litra ma sens chyba tylko wtedy, gdy pijemy piwko w butelce 0,33. Chociaż ja i tak wolę nalać tylko do najszerszego punktu czaszy, co i tak oznacza, że taka mała buteleczka starczyłaby mi na dwa nalania.

Nie ma jednak róży bez kolców. O ile szkiełko jest ładne i sprawia wrażenie solidnego, to jego mycie jest istnym koszmarem. Wlot jest węższy niż jakiegokolwiek innego szkła, jakie posiadam i moje łapsko już się tam nijak nie zagłębi. Wpychając trzy palce (bo na tyle starcza miejsca), mogłem umyć gąbką tylko wnętrze czaszy, natomiast do stopki ni diabła nie było jak sięgnąć. Dodatkowo, stopka jest wąska, więc nawet wspomagając się trzonkiem od szczoteczki do szkła, nie udało mi się tam wepchnąć nowej gąbki (starsza, a więc miększa, może i będzie miała szansę wejść). Szczotki też nie zmieściłem, bo jej główka po prostu się nie przecisnęła i koniec końców zmuszony byłem czyścić szkło szczotką do butelek. Wiem, że szkła do piwa nie powinno się myć w zmywarce, ale to chyba jedyne urządzenie, które sobie bez problemu poradzi z umyciem wnętrza nóżki.

Na koniec jeszcze dodam coś na temat samego wykonania. Jak się bliżej przyjrzeć szklankom, poobracać nimi w dłoniach, czy porównać je jedną do drugiej, okazuje się, że każda jest troszkę inna. A to wylot czaszy nie jest idealnie równy, a to sama czasza jest lekko przechylona, a to szkło sprawia wrażenie grubszego z jednej strony, a cieńszego z drugiej. Tak właśnie sprawa się ma ze szklankami robionymi ręcznie. Nadaje to szkłu pewniej indywidualności: każda sztuka jest niepowtarzalna.

Poza kwestią mycia, szklaneczki są naprawdę fajne i coś tak czuję, że będę z nich często korzystał. Zwłaszcza, że inauguracja w postaci degustacji Czarnej Wołgi wypadła fajnie.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: