Warka 4: Red IPA 15°Blg

16/05/2016, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Red IPA

Druga warka ze słodów. Tym razem wybór padł na Red IPA, choć przyznam, że sporo kombinowałem, jaki styl powinienem uwarzyć. Wybór miałem ograniczony na dwa sposoby: rodzajem drożdży (zebrałem gęstwę z poprzedniej warki i trzeba było coś z nią zrobić) i poziomem skomplikowania (z uwagi na brak doświadczenia wolałem nie ładować się w bardziej wymagające piwa). Nie miałem za to ograniczenia na gęstość, bo świeża, żywotna gęstwa powinna przegryźć się nawet przez gęstą brzeczkę.

etykieta

Recepturę dopracowywałem przez kilka dni. Ponownie odzywa się tu brak doświadczenia, ale też cisnąłem w stronę lekkiej chlebowości (stąd słód monachijski, choć w pierwotnej wersji był melanoidynowy), odrzucając sugestię użycia słodu Biscuit. Samo warzenie chciałem uskutecznić w dzień zebrania gęstwy, ale w sklepie z surowcami dostałem niekompletną paczkę z zamówieniem i zabrakło mi chmielu. Musiałem więc temat przesunąć o dwa dni.

Pobierz recepturę

Uwagi

  • Zadana gęstwa miała dwa dni. Nie przemywałem jej ani nie robiłem startera; po prostu wrzuciłem zawartość słoika w całości (w sumie cztery solidne łyżki).
  • Temperatura zacierania mi trochę uciekła w górę; prawdopodobnie przez to piwo wyszło trochę słodsze niż planowałem.

Degustacja

Wygląd. Herbaciana barwa, zamglone, delikatnie pracujące z małymi bąbelkami. Piana barwy złamanej bieli wpadającej w jasny beż, dość obfita, na początku drobnopęcherzykowa, z czasem zaś zbijająca się w grubsze bąbelki, ale za to z puszystą, drobniutką powierzchnią. Trwała i stosunkowo lepka, zostawiająca niezły lacing.

Aromat. To single hop, więc czuć tu wyraźnie charakter chmielu Mosaic. Jest owocowo, winogronowo, gruszkowo, z bardzo delikatną nutką cytryny. Aromat słodki, choć słód specjalnie się przez niego nie przebija (czuć delikatny karmel, ale zupełnie w tle). Generalnie słód i chmiel ładnie się komponują i równoważą.

Smak. W smaku z kolei czuć słód monachijski na równi z karmelowym — całość smakuje jak drożdżówka. Owocowość od chmielu jest zaznaczona, ale zdecydowanie ustępuje słodom, a dopiero w posmaku pojawia się lekka mieszanka ziołowości i ziemistości. W tle daje się wyczuć delikatną nutkę likierową — być może poziom alkoholu jest troszkę wyższy niż z kalkulatora? Piwo jest na granicy półwytrawnego i półsłodkiego.

Goryczka. Niewysoka, stonowana i dość krótka, grejpfrutowo-ziołowo-leśna, przyjemna.

Odczucie w ustach. Półpełne, nawet nieco w stronę pełnego, z wysyceniem niskim w stronę średniego. Sprawia wrażenie dość gęstego.

Ogólne wrażenie. Głupio chwalić samego siebie, ale wyszło mi naprawdę dobre piwo. Mówiło mi to już kilka osób, ale ewidentnie nie z grzeczności. Piwo, choć do sesyjnego mu daleko i nawet nie próbuje ono tego ukryć, pije się bardzo przyjemnie. Będzie trzeba powtórzyć zarówno degustację (mam jeszcze kilka sztuk, na szczęście), jak i warzenie.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: