Imperial Stout, Tenczynek

4/06/2016, kategorie: Degustacje, tagi: Imperial Stout, Tenczynek

Od co najmniej pół roku w szafie rośnie mi wielkie zbiorowisko butelek z piwami, mówiąc ogólnie, ciemnymi. Jest parę lżejszych porterów, jest też i parę mocniejszych, a zdecydowaną większość stanowią RISy maści przeróżnej, od słabiutkich do zbierających naprawdę porządne oceny. W większości są to piwa, które kupowałem po dwie sztuki, z których jedną miałem wypić „na świeżo”, a drugą co najmniej po roku. Z tym „na świeżo” już jest problem, bo niektóre nabyłem jeszcze jesienią 2015 roku.

imperial-stout

Postanowiłem zatem zabrać się za spożywanie zamiast gromadzenia. Wszystkie piwa mają na kapslach ponaklejane swoje oceny z Ratebeer i zamiast pić je według chronologii nabywania (której już kompletnie nie pamiętam), będę wypijał na początek najsłabsze, a z czasem próbował coraz lepszych. Dziś pierwsze z mojego zbiorowiska, a więc najsłabsze. Zastanawiam się, po co ja w ogóle brałem aż dwie sztuki, wiedząc, że oceniane to jest naprawdę słabo. Mowa o imperialnym stoucie z browaru Tenczynek. No nic, najwyżej trochę się nad nim popastwię. Zaczynajmy zatem.

Wygląd. Bardzo ciemnobrunatne, niemal czarne, nieprzejrzyste. Piana beżowa, drobnopęcherzykowa, niska i nietrwała. Mało lepka, nie zdobi szkła.

Aromat. Zaskakujące to, ale naprawdę przyjemny, choć może niespecjalnie intensywny. Mnóstwo czekolady okraszonej wiśniową nalewką. Mocno w tle daje się zauważyć, chociaż nieśmiało, jakaś lekka nutka korzenna — obstawiałbym, że od drożdży T-58. W sumie nienajgorzej.

Smak. Jako porter bałtycki, uznałbym to za naprawdę dobre piwo, ale cech stoutu jest mniej. Nie ma za grosz paloności ani kawy. Jest za to mega intensywna czekolada, do tego też suszone wiśnie. Nuta alkoholowa jest dosyć wyraźna, ale nie jest to spirytusowe gryzienie, a raczej lekkie mrowienie i rozgrzewanie, takie jak w mocnym likierze. W sumie nawet to przyjemne. Dość słodkie, trochę zakleja usta, zupełnie jakbym jadł pralinę z wiśnią w likierze. Gdzieś tam w tle majaczy leciutka nutka opiekana, ale totalnie tonie w czekoladzie.

Goryczka. Niska, opiekana i lekko alkoholowa.

Odczucie w ustach. Gęste, treściwe, oleiste, bardzo nisko wysycone. W punkt, tak, jak wyobrażam sobie dobrego RISa.

Ogólne wrażenie. Nie ma tragedii, chociaż moim zdaniem to piwo przypomina raczej rasowy porter bałtycki. I gdyby mi je sprezentowano w ciemno, mówiąc, że to porter bałtycki, to byłbym wniebowzięty. Ale spodziewałem się jednak kawy, paloności, intensywniejszej goryczki. Tego wszystkiego tu brakuje i za to ścinam trochę punktów. Ogólnie jednak nie jest źle. Myślałem, że będzie znacznie gorzej. Szczerze mówiąc, jeśli to jest najsłabsze z całej mojej serii piw (liczącej w chwili pisania tego postu łącznie 19 sztuk), to zapowiada się festiwal wspaniałości.


Imperial Stout (Tenczynek)

Skład: woda; słody jęczmienne: pilzneński, Caraaroma, Caramunich; słód czekoladowy żytni; słody pszeniczne: czekoladowy, pszeniczny; chmiele: Magnum, Sybilla; drożdże Safale S-04, Safbrew T-58

Ekstrakt: 24°P

Alkohol: 9%


Ocena: 3,3 / 5

(wygląd: 4, aromat: 3, smak: 3, odczucie w ustach: 5, ogólne wrażenie: 3)


Następny wpis:


Poprzedni wpis: