Warka 8: Foreign Extra Stout 18°Blg

13/08/2016, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Foreign Extra Stout

Gdy przelewałem na cichą stout, zebrałem gęstwę. Zaskoczyła mnie jej ilość: tyle jeszcze nie miałem chyba w żadnym piwie. Zebrałem około 300ml i następnego dnia zadałem do warki FESa.

008-fes

FES za to miał powstać w dwóch wersjach: jedna zwykła, druga z płatkami dębowymi. W sklepie akurat nie mieli po bourbonie, więc wziąłem co było. A było po koniaku (nie tylko, ale jakoś nie kręciły mnie inne opcje). Recepturę ułożyłem w Brewness, ale w międzyczasie zainstalowałem sobie wersję próbną BeerSmith i stwierdziłem, że zrobię w obu aplikacjach i porównam. Ostatecznie z porównania niewiele wyszło, bo nie przeniosłem receptury 1:1 i z zacierania trzystopniowego zrobiłem w BeerSmith jednotemperaturowe z wygrzewem i tak właśnie uwarzyłem.

Receptura (pdf).

Zacieranie przebiegło niemal idealnie zgodnie z planem (przetrzymanie 75 minut w jednej temperaturze jest trudne, więc chyba o stopień zeszło w tym czasie). Wysładzanie mnie za to zaskoczyło: nie dość, że otrzymałem nieco więcej brzeczki i o nieco większej gęstości (osiągając rekordową jak dotąd wydajność 78%), to jeszcze na koniec z wężyka leciało 10°Blg. Powiem szczerze, że jakbym miał na podorędziu jakiś jasny ekstrakt, to bym zrobił jeszcze kilka litrów wodnistego stoutu albo jakiś angielski porter na tym. No ale nie miałem, więc nie ma o czym gadać. Tym niemniej bolało wyrzucanie do śmietnika młóta, z którego jeszcze dało się wycisnąć sporo cukru…

Ostatecznie okazało się, że z płatkami się nie popisałem. Dwa tygodnie cichej, 25g płatków i zero efektu. Trzeba było przeciągnąć cichą, dać więcej płatków albo olać parzenie ich wrzątkiem. Wylewana woda była mocno zabarwiona i pachnąca koniakiem, więc obawiam się, że sporo aromatu poszło w kanał. Następnym razem może spróbuję wrzucić płatki do żaroodpornej kokilki i wstawię je na parę minut do piekarnika. W każdym razie piwa wyszły w zasadzie identyczne i nie będę robił oddzielnych degustacji, tylko ewentualnie zaznaczę jakiekolwiek różnice (o ile takowe wyczuję w bezpośrednim porównaniu).

Degustacja

Wygląd. Ciemnobrunatne, nieprzejrzyste, mętne. Piana niska, beżowa, dość nietrwała. Na oko piwo wygląda na oleiste.

Aromat. Nie czuję wielkiej różnicy między wersjami. Obie są mocno czekoladowe, bardzo delikatnie kawowe i zaskakująco wyraźnie orzechowe. W wersji z płatkami daje się wyczuć bardzo odległa nutka koniaku, ale na granicy percepcji i zdecydowanie znikająca w czekoladzie. Wersja bez płatków za to wydaje się nieco słodsza.

Smak. Czekolada jest mniej wyraźna niż w aromacie i zdecydowanie bardziej gorzka. Chmiel jest mocno wyczuwalny w taki angielski, ziołowo-ziemisty sposób. Jest też nieco paloności, choć chyba za mało jak na stout. Ponownie między wersjami w zasadzie nie ma różnicy, choć przy bezpośrednim porównaniu stwierdzam, że ta z płatkami faktycznie ma bardzo delikatne nutki dębowe. Ale ponownie jest to na granicy percepcji i zauważalne chyba tylko w momencie picia na przemian obu wersji. Daje się wyczuć delikatna pikantność słodu żytniego.

Goryczka. Wysoka, ziołowo-palona.

Odczucie w ustach. Bardzo gęste (żyto to jest to!), treściwe i bardzo nisko wysycone (w zasadzie niemal płaskie).

Ogólne wrażenie. Zasadniczo nieźle to wyszło. Strasznie szkoda wersji z płatkami dębowymi, bo wniosły one tyle, co nic. Piwa wyszły bardzo wyraziste, może troszkę uciekające w stronę porteru bardziej niż stoutu, ale nie na tyle, żebym jednoznacznie stwierdził, że to nie stout. Obie wersje pije się bardzo przyjemnie. Na kolana może nie rzucają, ale zdecydowanie pozwolę im jeszcze poleżakować i będę sobie co jakiś czas popijał i obserwował jak się starzeją.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: