Warka 12: American Pale Ale 13,5°Blg

14/09/2016, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, American Pale Ale

Troszkę nie po kolei opiszę moje warki. Mam dzisiaj dość świeżą, bo butelkowaną półtora tygodnia temu warkę American Pale Ale. Uwarzyłem to z myślą o imprezie integracyjnej, na której do obdarowania mam całe 40 osób. To oznacza, że nie mam zbyt wielu butelek dla siebie i dla rodziny, ale cóż, jak się warzy dla kogoś, to trzeba się z takimi sytuacjami liczyć.

012-apa

Moje APA to druga wersja Attic Helmet, czyli warki numer 3. Chmielenie jest niemal to samo (zamiast 90 gramów jest 100, a chmiel jest świeższy), zmiana natomiast jest przede wszystkim w zasypie. Oprócz słodu pale ale, użyłem też pszenicznego dla zbudowania piany i jakiejś mikroskopijnej ilości barwiącego, który powinien delikatnie przyciemnić piwo, ale nie na tyle, by wpłynąć na smak. W zasadzie nie miałem w planach używania słodu barwiącego, ale powoli schodzę z jakichś zalegających w piwnicy zapasów i trzeba to rozdysponowywać.

Receptura

Do fermentora trafiło 27 litrów brzeczki, ale na szczęście saszetka drożdży US-05 sobie z tym poradziła. Przy tej warce użyłem chłodziarki ze styropianu i burzliwą przeprowadziłem w temperaturach rzędu 16-18°C. Na cichą nie wstawiałem fermentora do chłodziarki — jego miejsce zajęła kolejna warka. Nie mam za bardzo uwag do zacierania ani przebiegu fermentacji.

Degustacja

Wygląd. Ciemnozłociste i, o dziwo, klarowne, a przynajmniej z pierwsze nalanie. Pianka bujna, barwy złamanej bieli, drobna i trwała. Gdy już opadnie, trwale utrzymuje się gęsta warstewka na powierzchni piwa.

Aromat. Przyjemny, słodkawy, przede wszystkim ananasowy. Baza słodowa jest mało zaznaczona; piwo zdecydowanie ma bardziej charakter chmielowy.

Smak. A tutaj już czuć słód. Wkrada się dość wyraźna nuta zbożowa, chmiel zaś gra zdecydowanie drugoplanową rolę. Alkohol niby nie jest jakiś bardzo wysoki, ale niestety też go lekko czuć. Nie jest to taka ordynarna, spirytusowa nuta, ale zdecydowanie czuć tu wolt. W tle pojawia się delikatna nutka orzechowa, która też była w pierwszej wersji. Skołowany jestem; to chyba nie od słodu, ale czy chmiel mógłby wnieść coś takiego? Generalnie w smaku przypomina pilsa bardziej niż APA. Półwytrawne w stronę wytrawnego.

Goryczka. Średnia, raczej nie udało mi się osiągnąć założonych 40 IBU, strzelałbym w jakieś 30. Żywiczno-cytrusowa.

Odczucie w ustach. Półpełne, średnio wysycone.

Ogólne wrażenie. Jak na piwo do zaserwowania przy grillu kolegom z pracy, myślę, że to strzał w dziesiątkę. Jak dla mnie, trochę lipa. No ale cóż, piwo miało być mniej więcej takie, jakie właśnie wyszło, a więc pijalne, w miarę lekkie (ale nie za bardzo) i nie ma co się tutaj doszukiwać nie wiadomo jakich wrażeń. Jest lekko chmielowo, jest lekko słodowo. Takie piwo zaserwowałbym właśnie komuś, kto nie miał styczności z piwami rzemieślniczymi i nowofalowymi chmielami.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: