Warka 16: Scottish Export 12,7°Blg

17/12/2016, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Scottish Ale

To drugie piwo, jakie postanowiłem przefermentować drożdżami z Fermentum Mobile. Tym razem styl średnio emocjonujący, bo szkockie eksportowe (a tak po ludzku: słodkawy sikacz), ale potrzebowałem gęstwy przed Wee Heavy.

016-scottish-export

Piwko nie wyszło tak, jak myślałem, że wyjdzie. Po pierwsze, po raz kolejny od iluś tam już warek, wydajność mojej warzelni okazała się wyższa niż domyślne 70% w BeerSmith. A ze Szkotami taki jest ból, że mamy ich kilka wersji i różnią się one w zasadzie tylko ekstraktem, łatwo więc wpaść w inny styl (przynajmniej w rozumieniu BJCP). Na szczęście między eksportowym (czyli osiemdziesięcioszylingowcem) a Wee Heavy jest spora różnica, a dodatkowo celowałem sporo poniżej górnej granicy stylu i na szczęście udało mi się zmieścić.

Drożdże zadałem po przygotowaniu startera z użyciem mojej nowe zabawki: mieszadła magnetycznego. Nie było to do końca to, czego się spodziewałem; liczyłem na znacznie więcej drożdży, ale cóż, przynajmniej mam pewność, że nie zestresowałem ich zbytnio.

Fermentacja przebiegała w dość niskich, miejscami niemal lagerowych temperaturach. Piwo też było przez jakiś tydzień lagerowane w najniższej temperaturze, jaką udało mi się osiągnąć w styropianowej lodówce, czyli 6°C. Wiem, że przydałoby się troszkę zimniej i troszkę dłużej, ale niższej temperatury po prostu nie udało się osiągnąć pomimo czterach wkładów chłodzących (po 1,5l wody), a z czasem sprawa byłą prozaiczna: kolejna warka potrzebowała lodówki.

Pobierz recepturę

Degustacja

Wygląd. Bursztynowe, bardzo mętne. Piana barwy złamanej bieli, na jeden palec, drobna i umiarkowanie trwała.

Aromat. Endeavour robi robotę! Nawet z shakera bardzo wyraźny aromat chmielowy: zioła, tytoń, delikatna metaliczność. Słód z kolei wnosi orzechowość, co po raz kolejny już czuję w piwie z podobnym zasypem: wygląda na to, że słód pale ale ze strzegomia lubi stać się orzechowy.

Smak. Półwytrawne, przyjemnie orzechowe i ziołowe. Finisz nieco mocniej ziołowy.

Goryczka. Niska do średniej, ziołowa

Odczucie w ustach. Lekkie, choć nie wodniste. Wysycenie średnie w stronę niskiego, perliste.

Ogólne wrażenie. Totalnie szkoda, że piwo się nie sklarowało; nie wiem, co mogło być przyczyną. Ale trzeba przyznać, że pachnie i smakuje naprawdę dobrze. Nie jestem pewien, czy wstrzeliłem się w styl (Belhavena ostatni raz piłem chyba z dziesięć lat temu, a wtedy to ja na piwie mało się znałem — może czas to nadrobić?), ale wiem jedno: picie tego piwa sprawia mi niekłamaną przyjemność. Coś czuję, że nie rozdam całości i zostawię sobie kilka flaszek. Mniam!


Następny wpis:


Poprzedni wpis: