Warka 18: Roggenbock 17,5°Blg

12/01/2017, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Roggenbock

Bawiąc się żytem, głupio było poprzestać na jednym piwku na tymże słodzie. Roggenbier wyszedł całkiem przyzwoicie, ale ja postanowiłem pójść o krok dalej i piwo żytnie „ukoźlaczyć”. Skoro Randy Mosher pisał, że można, to znaczy, że można, prawda?

018-roggenbock

W sumie nie mam zbyt wiele do powiedzenia o tym piwie. To rozwinięcie Roggenbiera, tylko zamiast słodu pilzneńskiego, w zasypie znalazł się wiedeński, a całość zyskała kilka stopni Ballinga. Ot, Roggenbier w wersji imperialnej.

Jedynym wartym wzmianki faktem przy okazji warzenia tego piwa było wysładzanie. 50% słodu żytniego w zasypie i względnie wysoki ekstrakt — to połączenie niezwykle frustrujące. Filtracja trwała całe siedem godzin i przez cały ten czas brzeczka ledwo ciurkała z kranika fermentora. Najgorsze jest to, że pod sam koniec, gdy w młócie jeszcze było dobre 5 litrów wody, filtracja w ogóle stanęła. Gdy dolałem 5 litróœ gorącej wody, ciśnienie ponownie przepchnęło filtrat i udało mi się zbliżyć do zakładanej ilości uzyskanej brzeczki, chociaż z nieco niższym ekstraktem. Ale pal licho ten ekstrakt. I tak przy każdym ekstraktywnym piwie wydajność wysładzania mam dość niską, więc było to do przewidzenia.

Ciekawa rzecz: zarówno Roggenbier, jak i Roggenbock na koniec fermentacji miały bardzo wysoki ekstrakt. Nie jestem pewien, czy to ma znaczenie, ale chyba kleista faktura piwa może zaburzać pomiar areometru. Może się mylę, ale takie mam wrażenie. Bo ciężko mi uwierzyć, że w obu przypadkach drożdże nie chciały jeść.

Pobierz recepturę

Degustacja

Wygląd. Ciemnobursztynowe, tak mętne, że wygląda jak muł albo syf z zapchanego kolanka syfonu w kuchni. No dobra, może nie jakoś paskudnie, ale jak ktoś się nie spodziewa, to może się zaskoczyć. Piana jasnobeżowa, drobna, niezbyt wysoka, ale nawet się dłuższą chwilę utrzymuje.

Aromat. Drożdże do Weizenów robią robotę. Mnóstwo banana, jest też goździk, chociaż troszkę go mniej. Jest też jakby delikatna kwiatowość, zapewne od chmielu.

Smak. Jak Weizenbock, czyli bananowy i lekko zbożowy. Jest lekka pikantność słodu żytniego, jest też dużo przyprawowości z goździkiem na czele. Żadnych ekscesów, po prostu to, co powinno być w stylu (inna sprawa, że nieistniejącego według PSPD i BJCP).

Goryczka. Niska, ziołowa, w zasadzie jej nie czuć.

Odczucie w ustach. Gęste jak gluty. Powoli spływa po gardle jak Domestos po ściankach kibla. Tak gęstego i oleistego piwa nigdy nie piłem. Niesamowite po prostu. Wysycenie średnie, ale z bardzo drobnymi bąbelkami. Czuć je dopiero w chwilę po przełknięciu.

Ogólne wrażenie. To zdecydowanie jedno z moich najlepszych piw. Nie żeby oferowało jakieś nadzwyczajne wrażenia w zakresie smaku czy zapachu — tutaj wszystko jest przewidywalne, choć trzeba przyznać, że nie ma wyczuwalnych wad, a oczekiwania względem stylu są spełnione. Ale ta konsystencja! Po prostu coś wspaniałego!


Następny wpis:


Poprzedni wpis: