Warka 19: Coffee Stout 14,5°Blg

12/03/2017, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Coffee Stout

W założeniu miała to być druga warka poprzedniego coffee stoutu. W założeniu miał mieć te same parametry, tylko nieco więcej kawy. Jak to bywa z założeniami, przechodzą one szybko do historii. Wyszło mi zupełnie inne piwo.

019-coffee-stout

Coffee stout miał pełnić trzy role. Po pierwsze, dziewczyna brata od dłuższego czasu dopytywała się, kiedy wreszcie uwarzę znowu coffee stout. Chyba poprzednia warka jej smakowała, chciałem więc podrzucić jej parę flaszek. Po drugie, potrzebowałem gęstwy do RISa. Wreszcie po trzecie, ponieważ RIS miał mieć dość odjechane parametry, potrzebowałem drożdży o dość dużej wytrzymałości na alkohol. Pod ręką miałem tylko mało wytrzymałe S-04, ale w moim barley wine użyłem Mangrove Jack’s M07, które zniosły 12% alkoholu i postanowiłem je sobie namnożyć. Tam co prawda tam też miałem bitterka w roli startera, ale w momencie warzenia coffee stoutu bitter był już całkowicie rozpity, nie miałem więc jak namnożyć mniej zmęczonych drożdży.

Wypiłem więc barley wine, a drożdże trafiły do małego startera. Mam dwulitrową kolbę, więc mogłem dolewać do całkiem sporej objętości. Od około 200ml doszedłem do mniej więcej 1,5l, zwiększając objętość nową porcją brzeczki co kilka dni. W sumie drożdże namnażały się ponad tydzień. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że namnażanie drożdży po barley wine, gdzie kisiły się w 12% alkoholu, jest dość ryzykowne. Takie drożdże mogły być mocno zmęczone, zwiększając ryzyko powstania różnych niepożądanych związków. Ale bez ryzyka nie ma zabawy.

Warzenie przebiegło normalnie, z wyjątkiem nagminnego u mnie ostatnio niedoszacowania wydajności zacierania. Zamiast 13°Blg, wyszło mi 14,5. Ale nie rozcieńczałem już. Drożdże ze startera trafiły do fermentora.

Fermentacja również nie przyniosła nic nieoczekiwanego, a jedyną niespodzianką okazała się kawa, dodawana przy rozlewie. Chciałem zrobić espresso z ekspresu ciśnieniowego, ale ten jak na złość odmówił mi posłuszeństwa. Ostatecznie zaparzyłem w dripperze, jak przy poprzedniej warce. Szkoda. Postaram się następnym razem mieć sprawny ekspres albo kupię kawiarkę, bo kawa z drippera ma jednak inny smak i przypuszczam, że sporo smaku mimo wszystko zostaje w ziarnie.

Receptura

Degustacja

Wygląd. Ciemnobrunatne i bardzo, bardzo mętne. Pianka stosunowo ciemna, dość bujna i na początku drobna, ale po jakimś czasie zbija się w duże, nieładne bąble.

Aromat. Dość wyraźna kawa, przypominająca świeżo zmielone ziarna kawy. Jest też lekka nuta kwaskowa, troszkę owsianej zbożowości i jakieś owocowe estry w tle. Niska paloność i na koniec odrobina ciężkiego do zidentyfikowania zapaszku, kojarzącego się z korą na wilgotnej, podniesionej z ziemi gałązki. Nie do końca jest ten „ziemisty” aromat angielskiego chmielu, do którego jestem przyzwyczajony, ale uwierzę, że to może być sprawka chmielu.

Smak. Stoutowe, jeśli mogę tak napisać. Jest stosunkowo mocno palone, kawowe, a retronosowo czuć te owocowe estry. Stosunkowo wysoka goryczka, głównie palona, długo utrzymuje się z tyłu jamy ustnej, z czasem przechodząc w nieco ziołowe klimaty. Finisz lekko zbożowy, zapewne od owsa. W tle cały czas czai się dziwna, niespodziewana przyprawowość, pieprzowość.

Odczucie w ustach. Średnie wysycenie, nieco za wysokie jak na styl. Pełnia stosunkowo niska.

Ogólne wrażenie. Nie jest źle, ale jeśli mam być szczery, to pierwsza warka bardziej mi smakowała. Była takim prostym stoutem, dość mało palonym, ale miała fajną, nieagresywną kawę. Tutaj kawa jest bardziej w aromacie niż w smaku, a cały czas niepokoją te estry i dziwna pieprzowość. Mogło być gorzej, ale nie uznaję tej warki za specjalnie udaną. Te drożdże to trzeba było jednak pojechać do sklepu i kupić świeże.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: