Warka 21: Rauchbock 17°Blg

16/03/2017, kategorie: Moje piwo, tagi: piwo domowe, Rauchbock

Skonstruowanie na potrzeby barley wine styropianowej lodówki musiało, po prostu musiało za sobą pociągnąć konsekwencje w postaci podejścia do jakiegoś lagera. Generalnie fanem lagerów nie jestem, a jedyne style donlofermentacyjne, które lubię, to porter bałtycki i koźlak wędzony. Zwykłe koźlaki też są OK, ale nie na tyle, żeby się na nie porywać. Co więc mogłem uwarzyć? Na pierwszy rzut oczywiście koźlaka wędzonego.

021-rauchbock

Na pierwszą przygodę z lagerami wybrałem drożdże płynne z Fermentum Mobile. Jakoś mam takie podświadome przeświadczenie, że FM dają mi większą gwarancję udanej fermentacji niż suchary, choć może to bzdura. W każdym razie czułem się bezpieczniej inwestując w drożdże płynne. Starter pięknie zwiększył objętość, więc przynajmniej wiedziałem, że zadaję sensowną ilość żwawych i rozgrzanych komórek drożdżowych.

Zasyp też okazał się ekstrawagancją w porównaniu z moimi poprzednimi piwami. Wcześniej, z wyjątkiem okazjonalnego przyciemniania piwa Carafą III Special, zawsze używałem tylko słodów ze Strzegomia. Tym razem jednak zamawiałem z innego niż zazwyczaj sklepu i jakoś tak się złożyło, że oprócz dość oczywistego Steinbacha wędzonego bukiem, melanoidynowy akurat też był niemiecki, konkretnie Bestmalz. Do tego Carafa z Weyermanna i monach z Viking Malt — w sumie cztery słody i cztery słodownie. Wiem, że to nie ma większego znaczenia, ale pierwszy raz wyszła mi taka mieszanka.

Piwerko fermentowało sobie w około 10-12°C, z wyjątkiem samego początku, kiedy zbijałem temperaturę i chyba dwóch dni zaraz po tym, kiedy zszedłem do 7. Cicha niestety nie była już prowadzona w niskiej temperaturze, bo lodówkę musiałem oddać we władanie kolejnej warce, na której bardziej mi zależało. Zatem cicha była już w temperaturze otoczenia, a więc 19°C. Słabo, ale podkreślam raz jeszcze: kolejna warka była dla mnie ważniejsza.

Na przyszłość myślę, że można spokojnie pokusić się o zwiększenie udziału słodu wędzonego z 2 do 3kg (cały zasyp to było 6,5kg słodu, więc wędzony stanowił około 30%). Takie proporcje okazały się wystarczające, by osiągnąć nienachalny efekt, ale myślę, że wiele osób oczekiwałoby większego pazura (więcej w degustacji).

Ponieważ zaraz po rozlaniu tego piwa zaczął się u mnie w domu remont, jakoś tak się złożyło, że dwie kraty butelek bez etykietek przestały w rogu pokoju przez miesiąc. W tym czasie zdążyłem zabutelkować jeszcze jedno piwo, a za pasem butelkowanie jeszcze jednego. Tak mi się nie chciało robić tych moich kolorowych etykietek, które wchodziły po 3 na arkusz papieru, że zrobiłem nowy, uproszczony wzór. Takich etykietek wchodzi na arkusz aż osiem, więc wycinanie i etykietowanie idzie szybciej. Pewnie będę się tego trzymał przy kolejnych piwach, chyba, że zechcę wysłać coś na konkurs.

Receptura

Degustacja

Wygląd. Ciemnobursztynowe, herbaciane, dość mocno opalizujące. Pianka tworzy się wysoka na półtora palca, drobna, barwy złamanej bieli. Jest umiarkowanie trwała i lepka.

Aromat. Jak to koźlak wędzony: chlebek i wędlinka. Totalnie kojarzy mi się to z kanapką z polędwicą sopocką. Wędzonka jest stosunkowo subtelna w porównaniu z innymi piwami wędzonymi, jakie miałem okazję pić. Nie znaczy to bynajmniej, że jest niewyraźna; zdecydowanie gra rolę pierwszoplanową.

Smak. Tu także jest chlebek z wędlinką, choć po ustach rozchodzi się już nieco bardziej dymiony, ogniskowy posmaczek. Całość jest półwytrawna, z ledwie zaznaczoną ziołową goryczką, która dopiero po wypiciu paru łyków zaczyna być zauważalna w finiszu. W tle jest delikatna nutka kwaskowa, której nie pamiętam z pitych wcześniej butelek z tej warki. Nie wydaje mi się, żeby to było jakieś zakażenie, ale lepiej mieć temat na oku. Pomimo (wyliczonej) zawartości alkoholu na poziomie około 6,5%, daje się wyczuć troszkę rozgrzewania.

Odczucie w ustach. Umiarkowanie treściwe ze średnim wysyceniem.

Ogólne wrażenie. Całkiem przyjemnie to wyszło. Zastanawia mnie ta leciutka kwaskowość, choć nie sądzę, żeby działo się tu coś złego. Generalnie nie stwierdzam tu żadnych wad, przynajmniej nic ewidentnego. Niektórzy mogliby stwierdzić, że wędzonki jest za mało, ale moim zdaniem jest w sam raz: nie za mało, ale też nie jest ona przytłaczająca. Będę musiał kiedyś porównać to piwko z dostępnymi na rynku komercyjnymi przedstawicielami gatunku.


Następny wpis:


Poprzedni wpis: