Black, Mikkeller

14/05/2017, kategorie: Degustacje, tagi: Imperial Stout, Mikkeller

Legenda imperialnego stoutu, Black z browaru Mikkeller — o tym piwie słyszał chyba każdy. Jego cena jest dość wygórowana, podobnie jak parametry, więc nie każdemu dane było go próbować. Ja dysponuję w miarę świeżą puszką tego specyfiku oraz wyleżakowaną już butelczyną, która pójdzie pewnie na jakąś stadną degustację. Puszkę czas otworzyć.

black

Wygląd. Smoliście czarne z bujną brązową pianą, ślicznie oblepiającą szkło. Wow, przy takim woltażu nie spodziewałem się piany!

Aromat. Niezbyt wyraźny. Sporo tu gruszki i czarnych porzeczek. Jest też kawa, ale dość mocno schowana.

Smak. A tutaj już jest potęga. Od pierwszego łyka daje się odczuć bardzo długa i idiotycznie wręcz intensywna goryczka, w zasadzie palona, ale z czasem zaczynam się zastanawiać, czy jednak nie chmielowa, grejpfrutowa. Dużo tu gorzkiej czekolady, kawy, nieco wiśni w likierze. W finiszu pojawia się czarna porzeczka, razem ze swoją charakterystyczną cierpkością. Alkohol mocno rozgrzewa, ale nic nie piecze ani nie przypomina bimbru. Całość jest dość słodka, ale nie wykleja.

Odczucie w ustach. Ciężkie, korpulentne, nisko wysycone piwo. Nie mogło być inaczej. Trochę cierpkie.

Ogólne wrażenie. Trzeba przyznać, że pije się to bardzo dobrze. Aż za dobrze, biorąc pod uwagę absurdalny poziom alkoholu. Na pewno nie jest to piwo, które chciałbym pić na co dzień, ale z pewnością jest to ciekawe przeżycie. Jedyne, co mi przeszkadza, to niesamowicie długa goryczka. Nie znika po sekundach, czy minutach; wyraźnie daje się wyczuć nawet godzinę póżniej. Trochę to przesadzone. Ale poza tym, Black to na pewno ciekawostka warta spróbowania.


Black (Mikkeller)

Alkohol: 16,1%


Ocena: 4,1 / 5

(wygląd: 5, aromat: 3, smak: 5, odczucie w ustach: 4, ogólne wrażenie: 4)


Następny wpis:


Poprzedni wpis: