Imperial Stout (limitowana edycja), Tenczynek

14/05/2017, kategorie: Degustacje, tagi: Imperial Stout, szkło, Tenczynek, barrel aged

Tenczynek jakiś czas temu wypuścił limitowaną, długo leżakowaną edycję swojego Imperial Stoutu. Eleganckie pudełko, a w nim snifter i dwie flaszki: jedna z bazowym piwem leżakowanym przez 9 miesięcy, druga zaś z wersją leżakowaną w beczce po porto.

imperial-stout-limited

Zanim przejdę do degustacji, dwa słowa o samym zestawie. Ponoć wyszło ich w sumie 800 sztuk, przynajmniej jeśli wierzyć napisom na kartoniku. Nie cieszyły się chyba jakimś wielkim zainteresowaniem; swój kupiłem chyba z miesiąc po tym, jak pojawiły się w sklepach. Mogłem wcześniej, ale jakoś odstraszała mnie cena 65 złotych.

Sam kartonik, elegancki, czarny ze złotymi napisami, wygląda naprawdę ekskluzywnie. Znaleźć w nim można snifter Lüttich Balloon Glass z Rastala. Model ten opisywałem już przy okazji serii szkieł Kormorana i Żywca. Tutaj jednak mamy wersję mniejszą, z cechą 0,3l zamiast 0,4 (pojemność całkowita 375 mililitrów). Bardzo dobry wybór! Małe szkła degustacyjne są znacznie poręczniejsze, a większość browarów jednak idzie w większe pojemności.

Butelki również są eleganckie. Zamiast dość wieśniacko wyglądającej oryginalnej etykiety (nawet nie chodzi mi o dizajn, ale o fakt, że wiecznie jest krzywa albo pozaginana, jakby w Tenczynku mieli jakąś niesprawną etykieciarkę), buteleczki są malowane, z minimalistycznymi zdobieniami, równie minimalistycznym napisem (nazwa browaru i nazwa piwa) i logiem orzełka. Dla odróżnienia wersji, jedna flaszka jest malowana złotą farbą, druga czerwoną. Gustownie to wygląda i tu należą się browarowi gratulacje.

A teraz przejdźmy do samej zawartości flaszek.

Imperial Stout długo leżakowany

Wygląd. Czarne z umiarkowanie bujną beżową czapą piany.

Aromat. Śmietankowy, kojarzy się z cukierkami Werther’s Original. W tle majaczy delikatna kwaśność i suszona śliwka.

Smak. Delikatny, słodkawy, gładki i śmietankowy. Bardzo niska paloność, bardzo niska goryczka. Troszkę tu czekolady, kwaśność jest bardzo niska. Kompletny brak alkoholu.

Odczucie w ustach. Pełnia co najwyżej średnia, niska jak na RISa. Niskie wysycenie.

Ogólne wrażenie. Czuć, że to piwo trochę leżakowało, bo jest gładkie i ułożone. Niestety, baza sama w sobie nie była za dobra, więc długi czas leżakowania też nie zdziała tu cudów. To piwo nawet nie przypomina nawet stoutu. Raczej porter, a nawet i w tej kategorii nie byłoby na szczycie mojej listy ulubieńców. No i ta denerwująca śmietankowość… Podsumowując, raczej słabo to wyszło. Nie wiem, czy nie wolałbym nawet bazowego piwa.

Imperial Stout porto barrel aged

Wygląd. Identyczny jak wersja długo leżakowana.

Aromat. Delikatny. Główna nuta to drewno. Jest lekka wiśnowość, jest porto. Mogłoby to być trochę bardziej intensywne, ale powiedzmy, że nie jest źle.

Smak. Tu robi się ciekawiej. W smaku dominują nuty winne. Nawet nie porto, a po prostu czerwone wino. Sporo tu dębiny, delikatna czekoladowa słodycz kontrowana jest lekką kwaskowatością, również przypominającą wino. Alkohol świetnie ukryty i czuć go jedynie w lekkim rozgrzewaniu w przełyku. Goryczki ponownie praktycznie nie ma, brakuje też jakiejkolwiek paloności.

Odczucie w ustach. Podobnie, jak wcześniej: średnia pełnia, niskie wysycenie. Sprawia wrażenie znacznie lżejszego niż rzeczywiście jest.

Ogólne wrażenie. Mimo nikłego charakteru RISa, a więc braku paloności, nut kawowych, pije się to piwo bardzo przyjemnie. Oczywiście przyjemność sprawia mi skojarzenie z winem, co bardzo lubię w piwach leżakowanych w beczce. Obiektywnie nie ma specjalnego szału. Ale jak dla mnie, całkiem fajne piwko.

Werdykt

W porównaniu z bazową wersją, zarówno ta leżakowana 9 miesięcy, jak i ta z beczki, są zauważalnie lepsze. Niestety bazowe piwo nie było specjalnie wierne stylowi i mogło być sprzedawane raczej jako porter niż stoutu, a co do tego jeszcze stout imperialny. Wersje leżakowane mają tę samą przypadłość: są słodkawe, czekoladowe, ale brakuje im kawy i jakiejkolwiek paloności. Wersja beczkowa deklasuje zwykłą swoimi przyjemnymi nutami winnymi, a także brakiem denerwującej śmietankowości. Raczej piw z Tenczynka powtarzał nie będę, niezależnie od wersji, ale gdybym miał już coś wybrać, to ta z beczki po porto sprawia mi zdecydowanie najwięcej przyjemności. Reszta nie jest warta zachodu.

Ocena pod wpisem odnosi się do wersji leżakowanej w beczce.


Imperial Stout (Tenczynek)

Skład: woda; słody jęczmienne: pilzneński, Caraaroma, Caramunich; słód czekoladowy żytni; słody pszeniczne: czekoladowy, pszeniczny; chmiele: Magnum, Sybilla; drożdże Safale S-04, Safbrew T-58

Ekstrakt: 24°P

Alkohol: 9%


Ocena: 3,6 / 5

(wygląd: 4, aromat: 3, smak: 4, odczucie w ustach: 2, ogólne wrażenie: 4)


Następny wpis:


Poprzedni wpis: