Three Body Problem, Twigg

15/06/2017, kategorie: Na szybko, tagi: Braggot, Twigg

Kolejny raz poznaję nowy browar. Tym razem padło na Twigg, czyli mieszczący się w Krakowie, ale należący do Brytola maleńki browar rzemieślniczy. I chyba specjalizujący się w angielskich stylach, co mnie, w przeciwieństwie chyba do większości kraftopijców, zdecydowanie zachęca. Istnieją już bodaj trzy lata, ale jakoś w moich stronach nigdy mi się ich piwa nie rzuciły w oczy. Czas to nadrobić. I oczywiście w moim stylu, czyli od razu z grubej rury. Otwieram właśnie braggot na miodzie gryczanym, fermentowany belgijskimi drożdżami.

three-body-problem

Bursztynowe, klarowne, z bardzo wysoką pianą barwy złamanej bieli, dość trwałą. Z braggotów, które dotąd piłem, ten jest zdecydowanie najmniej miodowy. Jest oczywiście nuta miodu, ale schowana za znacznie wyraźniejszymi aromatami. Jest przede wszystkim zbożowość od płatków owsianych, a zaraz za nią wyraźny, ziemisty chmiel, przywodzący na myśl rasowego bittera. Wkrada się też leciutka nutka tostowa i dopiero za nią, na sam koniec, jako wisienka na torcie, chowa się miód. Muszę przyznać, że bardzo to przyjemnie pachnie. W smaku za to jest od samego początku dość agresywnie. Deklarowane 40 IBU to chyba niedocenienie użytego chmielu. Jest ziołowo i ziemiście, bardzo chmielowo i raczej wytrawnie. Lekkie grzanie w przełyku daje się odczuć po przełknięciu piwa. Dopiero w kolejnych łykach, kiedy już wiadomo, czego się spodziewać, pojawiają się kolejne warstwy smakowe. Ponownie jest zbożowość, choć już nie tak wyraźna, a za nią delikatna pieprzowość, zapewne od drożdży. Ciekawe, że nie wyczułem tego w aromacie. Miodu praktycznie nie stwierdzam, raczej tylko jego sugestię gdzieś zupełnie z boku, do tego występuje to w towarzystwie lekkiej owocowej estrowości. Wysycenie jest bardzo wysokie. Quadruplowe wręcz i jak dla mnie, przesadzone, choć agresywne nalanie i poczekanie aż piana opadnie sprowadza poziom nagazowania do poziomu średnio-niskiego, całkowicie dla mnie akceptowalnego. Jestem jednak w stanie uwierzyć, że tak wysokie nasycenie jest zamierzonym efektem. Belgia, a konkretnie piwa klasztorne, to przecież właśnie takie mocne nagazowanie połączone z wysokim ekstraktem i głębokim odfermentowaniem.

Ciężko mi się jakoś ustosunkować do tego piwa, bo braggot mimo wszysko jest dla mnie stylem raczej nieznanym — mam na jego temat pewne wyobrażenie, ale to dopiero trzeci braggot, jakiego próbuję, a do tego poprzednie były diametralnie inne (braggot z Piwoteki to był słodki FES, ten od Peruna to był porządny barley wine, a tutaj mamy z kolei coś w rodzaju quadrupla, tylko z miodem zamiast cukru). Mimo tego, że na etykiecie jak wół stoi „Belgian”, spodziewałem się bardziej klimatów barley wine, a mniej belgijskich. Chmiel też mnie zaskoczył, może nie do końca pozytywnie, bo moim zdaniem za bardzo dominuje nad całością, ale przynajmniej jest fajny, ziemisty. Taki brytyjski. W skrócie, piwko może nie wydaje mi się jakieś wybitne, ale na pewno nietypowe, żeby wręcz nie powiedzieć, że dziwne. Ale w dobrym sensie. Warto tego spróbować, tak w ramach eksperymentu.


Three Body Problem (Twigg)

Skład: woda, słody (pale ale, monachijski, melanoidynowy, Abbey, Special B, pszeniczny), płatki owsiane, miód gryczany, chmiele (East Kent Goldings, Magnum), drożdże

Ekstrakt: 23°P

Alkohol: 10,5%

Goryczka: 40 IBU


Ocena: 4,0 / 5

(wygląd: 5, aromat: 4, smak: 4, odczucie w ustach: 3, ogólne wrażenie: 4)


Następny wpis:


Poprzedni wpis: